Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A wtenczas dla mnie biednej już ratunku niema.
I mimo mej do Pana wyraźnej odrazy,

(Baron się kłania.)

Spełnić muszę ofiarę i ojca rozkazy,
Ale wcześnie powiadam że kocham Cezara,
Że serc naszych, nie zmieni spełniona ofiara,
Że jest mem przedsięwzięciem, iść honoru drogą,
Ale razem co tylko siły starczyć mogą,
Nie przestanę pracować sposoby wszelkiemi,
Aby dom nasz, był zawsze piekłem na tej ziemi.

Baron (ukłoniwszy się nisko.)

Całuję rączki. (Na stronie.) Córka jędza, ojciec w kozie,
Posag w sekwestrze — można skończyć na powrozie.

(Z głębokim ukłonem.)

Moja Panno Otyldo, chciałem cię zaślubić,
Aby się twą miłością i szczęściem pochlubić,
Ale Cezar przybywa i Cezar zwycięża,
Gdy takie przeznaczenie, weźże go za męża.
Trwajcie w waszej łagodnej miłości niezmiennie,
Ja słowo twego ojca, zwracam wam solennie.

Otylda.

Niechże ci Bóg nagrodzi.

Negri.

O wielki Baronie!
Ogrom wiecznej miłości, rozniecasz w mem łonie.

Baron.

A my Panie Paroli, z mych uczuć wyrazem,
Do Jego Excelencyi pospieszymy razem.