Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Karol.

Może być, że nic złego w istocie, ale jak to mówią: mała rzecz a wstyd. Nareszcie pomyślcie, że to dla mnie nie jest karnawałową zabawą, że stawiam na kartą najdroższe moje nadzieje. Zaklinam was więc na wszystko, co wam najświętszego, nie dajcie się unosić śmieszności waszego położenia. Hamujcie ile możności wesołość waszą, bo jakkolwiek Anastazius niema światowego doświadczenia, nie jest jednak ani głuchym ani ślepym.

Juliusz.

Bądź spokojny, odbierzemy mu resztę rozumu.





SCENA X.
Ciż sami, Anastazius, później Jan (wchodzi i wychodzi).
Anastazius.

Pozwólcie łaskawe i szanowne Panie przełożyć sobie najuniżeńszą prośbę, abyście raczyły siąść do stołu.

(Siadają od prawego 1. Anastazius, 2. Juliusz, 3. Gustaw, 4. Karol)
Jan (stawiając półmisek).

Indyk z rożna truflami nadziewany! Confortable!

Anastazius.

Dysponowałem omlet.

Jan.

Odniosą, jeżeli się nie podoba.

Gustaw.

I owszem.