Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Laura.

Może tego cudu i kuzynka doznała.

Karol.

Wątpię.

Laura.

Jestżeś Pan tak pewny, że się jéj podobasz?

Karol.

O podobaniu nie ma mowy, ale jestem pewny, że układu nie zerwie, bo nie zechce zapłacić 30.000 talarów.

Laura.

Cóż Pana upoważnia do tak krzywdzącego mniemania o charakterze kuzynki? Czyliż Pan nie byłbyś zdolny do podobnéj ofiary?

Karol.

Ach Pani, dwakroć większéj.

Laura.

Dziwna rzecz zkąd taki wstręt.

Karol.

Nie, nie wstręt, ale miłość, która ogarnęła duszę moją do innéj osoby.

Laura.

A!.. A!.. tego nie wiedziałam, od tego trzeba było zacząć.

Karol.

Ach, gdybyś Pani była chciała, a raczéj gdyby serce twoje nie milczało, byłabyś dawno odgadła, że mi się świat zmienił od czasu, jak ciebie poznałem. Że co mogłem przyjąć obojętnie jako konieczność losu, dziś już staje się dla mnie nieszczęściem.