Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

ze mną nie zrobi ślubnego kontraktu, znajdzie łatwo męża, który jej dostateczny zapewni procent. (z gorzką ironiją) Piękność, dobroć, rozum, miłość wzajemna, co to wszystko u nas znaczy?! to się nie rentuje — to żadnego kursu niema. O to się nawet nikt nie pyta na giełdzie. My ludzie handlu, spekulanci, my bankierzy dążymy do czegoś wyższego, szczytniejszego.

Laura.

Do czego?

Karol.

Do ujęcia wszelkiego uczucia duszy w zimne karby rachuby. Expedyując serce, najwięcéj, jeżeli na wierzchu napiszemy fragile.

Laura.

Mnie się zdaje, że Pan przesadzasz. Człowiek powinien w sobie znaleźć dość siły, aby się oprzeć temu, co tak stanowczo potępia.

Karol.

Jak? jak się opierać? — Mój ojciec stary, uprzedzony.

Laura.

Ale mówiłżeś Pan z nim o tém.

Karol.

Nie... nie miałem czasu.

Laura.

Nie miałeś czasu?

Karol.

Bo muszę wyznać, że te prawdy stanęły jasno przed duszą moją dopiero w tych dniach.