Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

pałaszy, bijemy się, płatnę cię po łapie... krew się leje, ona mdleje... Och! och!.. zrobiłem wiersz niechcący, wiersz tragiczny „krew się leje, ona mdleje“.

Juliusz.

Zrobiłeś wiersz, to być może...

Gustaw.

Krew się leje, ona mdleje.

Juliusz.

Ale w konceptach powtarzasz się kaducznie, zawsze cała rzecz na tém, że mdleje — a jak nie zemdleje?

Gustaw.

Tém lepiéj! — Nie zemdleje... Rzuca mi się na szyję i mówi: Byłeś mścicielem, bądź teraz moim małżonkiem i... w Gdańsku bankierem.

Juliusz.

Dajże pokój tym wszystkim szaleństwom.

Karol (do przechodzącego Jana).

O której godzinie przychodzi pociąg z Gdańska?

Jan.

O pierwszéj — ale jeżeli Pan się pytasz z powodu oczekiwanych ztamtąd gości, to muszę powiedzieć, że w ten moment odebrałem list, że Panna Lita aż jutro przyjedzie...

(Odchodzi.)
Juliusz.

Tém lepiéj, tém lepiéj — teraz dopiero ręczę za pomyślny skutek mojego projektu. (do Karola) Przyjdź do nas pod numer czwarty naprzeciwko Hotelu. Naradzimy się, mam nadzieję, że ci pomożemy. — Ale sluchajno Karolu, my jesteśmy wojskowi, gdybyś