Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Juliusz.

Jakiż człowiek ten twój Anastazius?

Karol.

W comptoirze geniusz, za comptoirem głupiec.

Juliusz.

Jakież ma gusta?

Karol.

Atrament i piwo.

Juliusz.

I on ma zlecenie?

Karol.

Zlecenie w jedném słowie: żądać podpisu intercyzy. A po otrzymanym podpisie zaraz wracać do Wrocławia.

Juliusz.

A kuzynka pewnie dziś przyjedzie?

Karol.

Dziś termin.

Juliusz.

Dobrze byłoby, gdyby nie przyjechała.

Gustaw.

Nie przyjedzie — a jeżeli przyjedzie wcale nam nie przeszkodzi. Mam projekt doskonały. Mój pojazd niby fiaker stanie przed dworcem kolei żelaznéj. Dozorca starać się będzie, ażeby panna, która z Gdańska przybędzie, wsiadła do mego pojazdu. — Mój furman rozpuszcza konie, niby się zbiegały, koła furczą, bruk się pali... wtenczas ja przypadam, zatrzymuję konie — otwieram powóz — zemdloną pannę na rękach wynoszę — klękam przed nią — całuję