Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VI.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A na mieczu już z daleka
Wieje górą białe znamię.

Karliński.

Odpowiedzi niech nie czeka,
Moje działa ją odniosą
I powtórzy nasze ramie.
Póki Olsztyn wyżéj ziemi
A w Olsztynie Orzeł biały,
Póty Polak piersi swemi
Bronić będzie jego skały.
A jeśli nam przeznaczone
W gruzach Zamku wieczne łoże,
Gruzy tylko krwią kupione
Nieprzyjaciel posiąść może.

Chorąży.

Napróżno śledzę oczyma...
Pośród tylu innych Znaków
Jednego proporca niéma,
Niéma dziś, niéma Polaków.

Karliński.

Jaśniéj widzieć będą oczy
I demeszka śmieléj błyśnie,
Gdy krwi polskiej nie wytoczy,
Gdy łzy polskiéj nie wyciśnie.

(Słychać dzwonienie na Anioł Pański — wszyscy klękają.)
Karliński (wstając).

A teraz, na miejsca dzieci!
Nieście męztwo, pilność wszędzie!
Bóg, Polska i Zygmunt trzeci
Niechaj hasłem naszém będzie.