Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VI.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ernest.

Zapatrując się jedynie ze stanowiska sztuki muszę powiedzieć, że kwef przeszkadza rozwinięciu głosu... nie mówię to abym pragnął go uchylić... byłoby to żądać za wiele, ale ja zawsze spoglądam tylko ze stanowiska sztuki. Kwef przeszkadza.

Celina.

Ja téż przed nikim nie śpiewam.

Ernest.

Przed nikim, czyliż ja kim jestem? ja biedny, podstarzały garbusik. Czyliż ja słuchając Panią moge się kim nazwać? Racz mnie przyjmować jako potrzebny czasem instrument muzykalny, trombę, tułumbas, klawicymbał. (Celina rozśmiała się głośno.) Pani roześmiałaś się, — bravo — będziemy śpiewać.

Celina.

Ależ to nie ma sensu.

Ernest.

Pani się roześmiałaś, Pani się nie gniewasz, będziemy, będziemy śpiewać. Jakież tu są nóty? (przeglądając zeszyty muzykalne będące na stoliku) Mozart... Rossini... Mayerbeer... Bellini... Donizetti... ha tego nam trzeba „Duet Ireny i Belisariusza“. Umiem go na pamięć i Pani już pewnie śpiewałaś nieraz.

Celina.

Ależ ja śpiewać nie chcę i nie będę.

Ernest (siada do fortepianu i śpiewa)

Duetto Nr. 3.
„Ah! se potessi piangere di duol non piangerei...“ etc. etc. (przerywając sobie) Irena śpiewa.