Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom V.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Które on nam sam nie raz powiadał o sobie;
Lecz oczywiście, w innym wystawić sposobie.
A Alina zapewne i wątpić nie będzie,
Że Edmund na pół tylko był szczerym w tym względzie.

Zdzisław.

Jednakże ten list nie tak ma być napisany,
Jakby tylko jedynie dla jego nagany.

Flora.

Tak, między tém i owém przypadkiem, nawiasem,
Niech zdanie o Edmundzie pokaże się czasem.

Szambelan.

Proszę spuścić się na mnie, bywałem u dworu:
Dekretem mu się stanie pochwała z pozoru.

Flora.

Ona co tak uważa powszechne mniemanie,
Oddali go niebawem.

Zdzisław.

I twoją zostanie.

Szambelan.

Panno Floro! Zdzisławie! przyjaźń wasza szczera
Niewygasłej wdzięczności serce me otwiera

(chełpliwie)

Ale i ja też westchnąć nie lubię daremnie.

(biorąc się za ręce i oglądnąwszy się, tajemnie)

Alina za pół roku pokocha się we mnie;
Już ja to — nie chwaląc się — z wszystkiego poznaję,
Na to wam moje słowo szambelańskie daję.

(odchodzi)