Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Laura.

I cóż ci z tego majątku? Patrz.

(Pokazuje na Dormunda, który siedząc na kanapie, zdaje się przeglądać papiery.)
Warski.

Krogulec! Już zaczyna skubać. Ale ja mu dałem słowo.

Laura.

Spuść się na mnie.

Warski.

Niech i tak będzie. Ale za to kuzynka...

Laura.

Antonjo! (Antonja wahając się, kilka kroków naprzód zrobiła — Laura biegnąc do niéj) Ej! co tam czekać! Ja długo gniewać się nie mogę.

Antonja.

Zwyciężyłaś. Bądź moją przyjaciółką, siostrą.

Laura (ze wzajemném uściśnieniem).

Zwyciężyłam, jeżeli uznałaś, że jedynym, prawdziwym tronem kobiety — serce. Panie Dormundzie, proszę bliżéj. Pozwól się zapytać, czy jesteś przyjacielem Elwina?

Elwin (rzucając się w objęcia Dormunda).

Na to ja odpowiedzieć muszę. Jest moim przyjacielem, dobroczyńcą! Jemu winienem, co jeszcze dobrego we mnie zostało.

Warski (który siedząc, był oparł głowę na ręku — do siebie).

Fluidum!.. fluidum magneticum animale.

Laura.

Bardzo dobrze, ale ja Pana Dormunda muszę o odpowiedź prosić.