Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Antonja (do Elwina).

Przepraszam cię raz jeszcze. Z ust Dormunda pierwszy raz usłyszałam prawdę i zaręczam że z niéj korzystać będę.

Laura (do Warskiego, kończąc rozmowę).

To oddal profesora.

Warski.

No, to Antonja pójdzie za adwokata... Ale cóż znaczy ta niepojęta władza?

Laura.

Po prostu mówiąc, kocha go.

Warski.

A Dormunda?

Laura.

Nie kocha.

Warski.

Wczoraj ten, dziś tamten.

Laura.

Sympatya.

Warski.

Sympatya animale.

Laura.

Korzystaj z niéj, nie trać czasu — kiedy nie chcesz Dormunda.

Warski.

Ależ Elwin podobno nic nie ma.

Laura.

Ma głęboką naukę.

Warski.

Wolałbym trochę płytszą naukę a głęboką kieszeń.