Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Warski.

Teraz już będzie trudno. Nasz wypadek familijny tajemnicą pozostać nie może. Świat łakomy takich anegdotek... a pod opieką bogobojnych obywatelek, które kochają cnotę bliźniego więcéj niż swoją własną, Bóg wie w co to wszystko urosnąć może.

Laura.

Ależ Antonja zdaje się pogardzać opinją świata.

Warski.

Chociażby i tak było.. z tego zadania nie wyjdę. Jeżeli nie pójdzie za mąż, ja nie będę mógł ożenić się. Jeżeli zaś pójdzie... mam wilka w owczarni. — Złapał kozak Tatarzyna, Mościa Dobrodziejko, a Tatarzyn za łeb trzyma.

Laura.

Tylko powoli... tylko powoli... da się to jakoś ułożyć. Będziemy słyszeć co on powie... Da jakieś objaśnienia, a wtenczas będziesz umiał korzystać, aby z nim zerwać jak najprędzéj. Bo jużcić tego pragniesz — wszakże prawda?

Warski.

Pragną, pragnę, a co najgorzéj, że tego powiedzieć nie mogę. I o téj krnąbrnéj dziewczynie zapomnieć nie trzeba. Koniec końców, w mojém Coup d’ Etat zrobiłem kompletne fiasco.

Laura.

Poradzimy, poradzimy... tylko cierpliwie, tylko łagodnie.