Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ludmir (do Wiktora).

Ale jakiżeś gorączka.

Wiktor (do Ludmira).

Ty mnie lodem dziś nie okładasz.

Szambelanowa (do Janusza).

Trzeba mieć przecie uwagę na jakowąś konweniencyą. — Mon Dieu!

P. Jowialski (cicho do Ludmira).

Coś twój przyjaciel diable prędki.

Ludmir (podobnie).

To tak na upał.

P. Jowialska.

Hę?

P. Jowialski.

To tak na upał?

P. Jowialska.

Proszę! proszę!

P. Jowialski.

Dawne przysłowie mówi: Mając gościa w domu, nie czyńmy gomonu. Nie pytając się o co poszło, zgoda Panowie.

Janusz.

Ja tylko prawdę powiedziałem.

Wiktor (do Ludmira).

Słyszysz?

P. Jowialski.

O mój Panie, nie zawsze prawda, co się prawdziwém wydaje. — A choćby też i tak było: Kto o prawdzie dzwoni, ten na guza goni. Ale inaczej trzeba tę rzecz skończyć — po staroświecku. — Panie Janie, każ Waćpan przynieść butelkę wina — z drugiej piwnicy — kasztelańskiego — wiesz?

Szambelan.

Wiem.