Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Helena.

Wcale nie.

Janusz.

Dopiéro co z nim mówiłem.

Helena.

Widziałam.

Janusz.

Przyrzekł mi twoją ręką.

Helena.

Przyrzekł?

Janusz.

Solennie.

Helena.

A ja solennie odmawiam.

Janusz.

Zastanów się Pani, że Pani Szambelanowa...

Helena.

Wieczny postrach — któregoś Pan bardzo nieszlachetnie używał.

Janusz.

Jakto nie szlachetnie?

Helena.

Szlachetniej byłoby pierwej starać się o moję, niż o jej przychylność, i nie straszyć domu całego upartą macochą.

Janusz.

Zdawało mi się, ze godnie miejsce matki zastępowała.

Helena.

Prawda, aż do tego czasu.

Janusz.

Nie starałżem się podobać wszelkimi sposobami?

Helena.

Nienajlepszemi.

Janusz.

Kto inny znajdzie lepsze.