Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ludmir.

Helena romansowa, nawet kaducznie romansowa, ja także....

Wiktor.

Ty romansowy?

Ludmir.

Udawać muszę. — Nigdy nie dasz skończyć.

Wiktor.

Ależ bo ty i udać romansowego nie potrafisz. Ty miałbyś pojąć, coto jest uniesienie uczucia; ty, którybyś groby otwierał, gdybyś wiedział, że tam ziarnko śmieszności znajdziesz.

Ludmir.

Oho! widać żeś jeszcze zły na mnie — bo tak nie myślisz. — Wesołość uczucia nie wyłącza. Autor za swoje myśli odpowiadać jako człowiek nie może. Bo taką rzeczą za każdą kartką chłostałby go kto inny. A ty, kiedy naśladowałeś obraz sławnego Gnido Reni: Rzeź niewiniątek, byłżeś złym człowiekiem — byłże twój mistrz zabójcą?

Wiktor.

O, wymowa jest, i dlatego że jest, ja tu dzisiaj siedzę z bolącemi nogami. —

Ludmir.

Ale Rozdział XVII będzie koroną dzieła: Powrót mimowolny Płomieńca.

Wiktor (gniewnie).

Znowu zaczynasz?

Ludmir.

Utnij mi język albo mówić pozwól. Co za zdarzenie! nawet szkoda go na prozę. Jakże to było? powtórz. Ty chciałeś nająć ów wózek, który miał cię