Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przenieść do twojego cichego, lubego pokoiku, do twoich ołówków, penzlów, obrazów, gdzie miałeś ów napis sążniowy wyrysować — ręczę, że kształt jego cały miałeś w głowie... Aż tu pan wójt: Hola! Cóż ty nato?

Wiktor.

Ludmirze!

Ludmir.

Znowu się gniewasz — No, już cicho, cicho.

Wiktor.

Ja ci tego nie daruję.

Ludmir.

Wiktorze! ty masz duszę z kamienia, kiedy tyle skarbów dotknąć jej nie może. Jowialski ów klejnot oryginałów; Jowialska cień jego — para doskonała, jak tych papug, które zowią: les inséparables; — Szambelanowa niegdy Jenerałowa, z przekręconą francuzczyzną, ale najrozsądniejsza; Szambelan ta nula, ten próżny pęcherz w peruce; Janusz z intrat rozumny; Helena w eterze krążąca. Wszystko to nie może wymazać z twojej pamięci małych przeciwności których przypadkiem, na honor, przypadkiem doznałeś.





SCENA V.
Ludmir, Wiktor, Helena.
Ludmir (na stronie, do Wiktora).

Helena nadchodzi — zostaw nas samych — wiesz, że w troje jakoś nie idzie. —

Wiktor (jakby nie słyszał).

Pani wracasz z ogrodu — używasz pięknej pogody.