Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Janusz (na stronie).

Otóż macie!

P. Jowialski.

Koła każę pozdejmować.

Ludmir.

To za trudno — bo pieszo podróżujemy — ale musu nie potrzeba — chętnie w tak miłém towarzystwie parę dni zabawimy.

Janusz (na stronie).

Parę dni! Drugi powie tydzień.

Wiktor.

Nic jeszcze nie rozumiem — ale bylem dalej nie szedł, wszystko dobrze.

P. Jowialski.

Cóż Januszu? jeszcześ ponury. (do drugich) Ma na sercu, że mu się nie powiodło. A mnie się zdaje, że się bardzo powiodło. Nareszcie, mój kochany, najczęściej plany ludzi, jak i twój, na śnie zbudowane. Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi.

Janusz.

Nim ta myśl przyszła, wolałbym żeby pioruny...

P. Jowialski.

Hola, hola! byś tak nie skończył, jak ów kłamca — słuchajcie:

Jeżeli kłamię, niech mnie piorun trzaśnie!
Tak zaczął kłamca — wtém zagrzmiało właśnie.
A on czém prędzej dokończając mowy:
Żem zawsze kłamał i kłamać gotowy.

P. Jowialska.

Figle, figle!

P. Jowialski.

Chodźmy rozbisurmanić się teraz. Panie Janie, pokaż Panom gościnne pokoje.

KONIEC AKTU DRUGIEGO.