Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szambelan (do Janusza).

Brawo! drugi taki sam.

Janusz (do Szambelana).

Niedobrze, niedobrze.

Ludmir.

Dość tych żartów. — Tak jest, panowie, to jest mój przyjaciel i towarzysz.

P. Jowialski.

Ale kto Waćpan jesteś? bo nie urażając, przysłowie mówi: — Cygan świadczy się swojemi dziećmi.

Ludmir.

Ja jestem amator poezyi, on — malarstwa; ja zowię się Ludmir, on — Wiktor — resztę, jeżeli potrzeba, wyjaśnią nasze papiery. Teraz wypada mi przeprosić wszystkich Panów po kolei, iż pozwoliłem sobie użyć prawa odwetu.

P. Jowialski.

Wet zawet, darmo nic — Byka za indyka.

Ludmir.

Nie spałem w ogrodzie, ale dałem się przenieść, aby nie psuć zabawy.

Szambelan.

Ja się cieszę.

P. Jowialski.

Nie taki diabeł czarny, jak go malują.

Janusz.

Oj czarny, czarny, Mości Dobrodzieju.

P. Jowialski.

Nadto dobrze bawiliśmy się nie znając się, abym poznawszy zezwolił na prędkie rozstanie. Dzisiaj nie puszczę.