Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Ludmir.

Jesteś Hebes? Co? (wstając) Dosyć więc tego. (innym tonem) Usiłowania wasze, Panowie moi, miłemi są sercu naszemu ojcowskiemu. Staraliście się zabawić mnie wszelkiemi sposobami i trzymając się rzetelnej średnicy, zaspokoiliście zupelnie moje obawy, wynikające z położenia rzeczy. Przyjmijcie, Panowie moi, stokrotne podziękowanie i bądźcie przekonani o naszéj niezmiennej ku wam łasce i życzliwości.

(zadziwienie powszechne)

Dziwicie się, iż innym językiem przemawiam niż dotąd. Dotknięcie tronu zmienia człowieka. Czém byłem, nie jestem. — Bo szanowny Kanclerzu, zapewne jest ci znane przysłowie: Przybądź szczęście, rozum będzie.

(pan Jowialski zadziwiony nie mogąc słowa wymówić, cofa się krok, Ludmir za nim — za każdem przysłowiem toż samo)

Jak szczęście dogrzeje i kapłon zapieje! Ale też i przeciwnie, mój Kanclerzu: I mądry głupi, gdy go nędza złupi. Bo lepszy funt szczęścia, niż cetnar rozumu.

P. Jowialski (odurzony kłania się serio).

Najjaśniejszy Panie. (do żony) Małgosiu, to jakiś wielki człowiek.

Szambelan (na stronie)

Panie Januszu, co to znaczy?

Janusz (na stronie do Szambelana).

Źle znaczy — coraz gorzej — teraz rozumiem Helenę.