Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/237

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Wziąwszy pański czepek ranny.
    Prześcieradło
    I zwierciadło,
    Szust do wanny! —
    Daléj kurki kręcić żwawo
    W lewo, w prawo,
    Z dołu, z góry,
    Aż się ukrop puścił z rury,
    Ciepło — miło — niebo — raj!
    Małpa myśli: w to mi graj;
    Hajże kozły, nurki, zwroty,
    Figle, psoty,
    Aż się wody pod nią mącą.
    Ale ciepła coś za wiele....
    Trochę nadto... Ba, gorąco!..
    Fraszka! Małpa nie ciele,
    Sobie poradzi:
    Zkąd ukrop ciécze,
    Tam palec wsadzi.
    Aj gwałtu! piecze!
    Niema co czekać:
    Małpa w nogi —
    Ukrop za nią — tuż, tuż w tropy,
    Aż pod progi.
    Tu nie żarty, parzy stopy...
    Daléj w okno... brzęk! — uciekła.
    Że tylko palce popiekła,
    Nader szczęśliwa. —
    Takto zwykle małpom bywa,

    P. Jowialska.

    O dla Boga! Co też to w głowie!