Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Helena.

Zazdrość? być może — tém lepiej.

Ludmir.

Nie moglibyśmy wejść do ogrodu, odpocząć trochę.

Helena.

Dlaczegoż nie — ogród przed oknami — temi drzwiami.

Ludmir (podając rękę).

Służę Pani!

Helena.

Zazdrość! mnie to bawi. (odchodzą w drzwi lewe od aktorów)




SCENA VI.
Janusz (sam; zagląda, potém wchodzi).

Niema — gdzież się podzieli? — rzecz dziwna!... (otwiera drzwi prawe) Niema... (patrzy przez okno) A! otóż są w ogrodzie. Rękę jej podaje... brat za brat... nie trzebaż tu oszaleć! (chodzi) Panna Helena niech mi wybaczy, ale kaducznie nieostrożna... za daleko posuwa chęć zabaw... jeżeli tylko zabaw. (przy oknie) I chodzą sobie — chodzą — a ja głupi tu stoję, głupi mimo mego rozumu. (chodzi) Wszakże sam Pan chciałeś — prawda, że chciałem, ale... (przy oknie) O! o! nachylają się ku sobie... śmieją się! (chodzi coraz prędzej) śmieją się... Jak Boga kocham śmieją się... i wszyscy spokojni... i wszyscy...