Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

dusza moja szuka. Im bardziej świat go odtrąci, tém porywczej wyciągnę ku niemu zbawienną rękę, tém czulej do serca przycisnę. Ach, światem natenczas, całym światem ja mu się stanę! (p. k. m.) Ale wszystko to marzenie — zimni ludzi szaleństwem je zowią. — We wszystkiém szala rozsądnej rozwagi być musi. Wszędzie wytarte koleje; temi postępuj niewolniczo, albo samą zostaniesz, samą na ogromnej świata przestrzeni.





SCENA VI.
Helena, Szambelan.
Szambelan (wychodzi nucąc i podskakując; samotrzask w ręku).

Patrz Helusiu: to mi samotrzask — po dwa ptaszki naraz łapać będzie.

Helena (całując go w rękę).

Kochany ojcze, chciałabym z tobą pomówić, zasięgnąć twojej rady względem pana Janusza.

Szambelan.

Dobrze moje dziecie, bardzo dobrze.

Helena.

Sama nie wiem, co mam robić. Chciałabym stosować się ile możności do świata, w którym żyjemy, a z drugiej strony tam, gdzie idzie o szczęście całego mojego życia...

Szambelan (spuszczając samotrzask, na hałas wzdrygnęła się Helena).

Trzask! już w klatce, jak iskra!