Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Agata.

Ze zbytecznego pobłażania, powiedz sąsiadko.

Urszula.

Bogu dzięki! wszystko pomyślnym i dobrym obróciło się obrotem. — Czwarty już tydzień, Osiek mądrością rządzony doznaje niezaprzeczonych, że tak się wyrażę korzyści. — Prawda, Mości Grzegotko?

Grzegotka.

Trzebaż mego potwierdzenia? — Za małe mam oczy, bym się mógł dość napatrzeć — za małe uszy, by pojąć wszystko — za mały język, by głosił przyzwoicie sławę waszę, roztropność, powagę, zgodę i potęgę.

Urszula, Barbara, Agata.

Kochany Grzegotka!

Grzegotka.

Sługa wasz do śmierci.

Urszula.

Nowinki twoje tysiąca warte.

Barbara.

I projekta niezłe.

Urszula.

Gdy mamy być innym miastom chwalebnym przykładem, trzeba abyśmy się starały o najdoskonalszy stopień doskonałości. Agato! twój mąż jest uczony.

Agata.

Jest, ale ja mu tego nie przyznaję; owszem, przeciwnie myśleć mu o tém każę.