Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tobiasz.

Wyjechała z chartami na polowanie.

Kasper.

Ale cóź tam nowego? jestem tlośećkę ciekawy.

Grzegotka.

Słychać, że przykład naszego miasteczka wiele skutkuje.

Tobiasz.

Tém gorzéj!

Grzegotka.

Jakto, tém gorzej?

Tobiasz.

Tém lepiej! chciałem powiedzieć.

Grzegotka.

Mówią nawet, że i w Sandomierzu o tém myśleć zaczynają — nie ma więc żadnego wątpienia, że wkrótce i Kraków, a z czasem nawet sama Warszawa naśladować nas będzie.

Kasper.

Plośę, plośę, ktoby się spodziewal: to jednak honol dla naśego miastećka, dalibóg wielki honol! —

Grzegotka.

Przebąkują także, że i pan wojewoda Sandomierski zaczyna chodzić w spodnicy.

Tobiasz.

Bogu dzięki! — Kiedy wielcy panowie z nami, nasza czynność przestaje być głupią.