Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Błażej (do Grzegotki).

Ale czegoż się Waszeć tak wielce z tego cieszysz?

Grzegotka.

Czemuż się nie mam cieszyć? Albo mi tak źle? — Nie mamże rozumu na poznanie niezmiernych korzyści, wynikających z nowego naszego położenia? W tym stroju mogę gadać, co mi się podoba i wiele mi się podoba, nikt mi i słowa nie powie. Mogę dowiadywać się co, gdzie, kiedy, jak robią — i co się dowiem zaraz powtórzyć, nikt się nie zadziwi. Nie potrzebuję udawać odwagi, której nie mam; mogę bać się, drżeć, truchleć, nawet zemdleć — nikt mi za złe nie weźmie. Proszęż więc Waszeciów, nie mam że przyczyny cieszenia się z położenia naszego?

Tobiasz (na stronie).

Niecnota!

Błażej.

Dla tego to Waszeć u naszych żon w takiém poważaniu.

Grzegotka (do Błażeja ironicznie).

A jak się ma ucho?

Błażej.

Już to wiecie?

Grzegotka (do Kaspra).

Przędza drożeje.

Kasper.

Oby się byla nigdy nie lodzila! oby jej na świecie