Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stefan (wchodząc).

Już do stołu...

Smakosz.

Ach, mój sos! co tam Troto powie!

(wybiega).





SCENA XIV.
Zofia, Bobiné, Czesław.
Zofia.

Rzecz dziwna!

Czesław.

Wiem co myślisz, lecz mylne mniemanie,
I co, powiem, niech jego obroną zostanie.
Lecz gdyby cię i kochał w tak tajnym sposobie,
Mniej gniewu niż litości winien wzbudzić w tobie,
Ale w jego czynnościach dowody gotowe:
Przez niego ciebiem poznał, przez jego namowę
Wszedłem na drogę szczęścia, z któréj dzisiaj schodzę;
Jego przyjaźń wspierała w nieustannéj trwodze,
Tłumiła złe przeczucia, nadzieje karmiła,
Słowem moją przewodnią i opieką była.

Bobiné.

Kiedy tak rzeczy stoją, miłość jego jawna;
Nie mam już kryć potrzeby, co ukrywam zdawna;
Mnieto, mnie Zdzisław kocha, za mną on szaleje.

Zofia.

Bobinko, co ty mówisz?