Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czesław.

Naprzykład?

Smakosz.

Primo....

Zofia.

Primo?

Smakosz.

Nic nie je, nie pije,

Czesław.

Godna ciebie uwaga.

Smakosz.

Godna, czy niegodna,
Lecz, wiem, że tylko miłość lubi kiedy głodna.
I niedość: przeszłą razą gdym tu pani służył,
Podlem niego nocował — i okam nie zmrużył.
Myślałem już, na honor, że zmysły postradał:
Całą noc chodził, biegał, wzdychał, jęczał, gadał;
A że ja się szalonych niewymownie boję,
Wstałem cicho i krzesłem drzwi podparłem moje.

Czesław.

I czegóż to dowodzi?

Smakosz.

Jakto nie dowodzi?
W potach noc przepędziłem.

Zofia.

Tu nie o to chodzi.

Smakosz.

Ależ tłukł się, powiadam, jak Marek po piekle.