Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czesław.

Niechże choć w przyjaźni
Wzbudzę trochę zazdrości i trochę bojaźni;
Ale choć się najlepiéj powiedzie w tym względzie,
Zawsze tylko odwetem bardzo słabym będzie.

Wtorkiewicz.

Dalibóg = ! na mój honor, nie rozumiem słowa.

Baron.

O, bardzo temu wierzę, ręczy za to głowa.

(Zofia dzwoni).

Trudno bywa zrozumieć, kiedy nie jak młotem,
Bo wszystko krom rozumu ciągnie się za złotem.

Zofia (do Stefana, który wszedł).

Gdzie pan Zdzisław?

Stefan.

Nie ma go.

Zofia.

Baron w złym humorze.

Wtorkiewicz.

Cóż mu jest? żal mu jeszcze za pałacem może? =

Baron.

W tak dobre ręce oddać, wcale żalu niema:
Stryj pana Wtorkiewicza pewnie go otrzyma.
A stryj jego tak godny, tak dobrą ma sławę
I słuszną, bo, na honor, na całą Warszawę
Nikt takich świéc nie robi i nawet nie drogo:
Po czemu téż w tych czasach najlepsze być mogą?

Wtorkiewicz.

Ty Baronie pod krédą, herbarzu podarty!
To nie mój stryj.