Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Aby miłość Julii w obojętność zmienić,
Której dzielić nie możesz, bo nie umiesz cenić,
A gdy dziwném zdarzeniem, nadszedłszy tu rano,
Poznałam cię, Alfredzie, przez prośbę podaną,
Gdym o twoim zamyśle wiadomość powzięła,
Myślałam, że z nią łatwiej dokonam już dzieła;
Ale próżne mniemanie i próżna wymowa:
Julia mnie nie słucha, giną moje słowa,
I nie dość jeszcze na tém... prośbami mnie skłania,
Bym wróciła do ciebie, mimo mego zdania,
I jej rękę z majątkiem przyniosła ci w darze,
Jeżeli ci los w twoim nie sprzyjał zamiarze.

Alfred.

Julia cię przysyła? ona to zrobiła?

Elwira.

Tak, ona to zrobiła, ona mnie przysyła.

Alfred.

Julia, której miłość zawsze w jednym stanie,
Stwierdzała codzień we mnie to mylne mniemanie,
Że ni władza bojaźni, ni popęd nadziei,
Nic jej wyrwać nie zdoła z zwyczajnej kolei;
Że mając tylko w duszy sąd świata na względzie,
Każdą swą czynność ściśle poddawać mu będzie,
I że u niej, dać rękę błaganą w pokorze,
Jest wszystkiém, czego miłość odważyć się może?
I ona teraz dla mnie, łamiąc wszystkie względy,
Niepomna swej urazy, przebaczając błędy,
Pierwsza miłość oświadcza, sama rękę daje?
Ach, teraz los dopiéro srogim mi się staje!
Teraz widzę nieszczęście w niezbędnym rozdziele,
Teraz dopiéro czuję, jak straciłem wiele!