Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Paraliż, oniemienie, czy rozumu strata?

(podnosi mu szlafmycę)

No!... cóż?... he?... a gadajże! (lejąc wodę w oczy)

Burmistrz (wstając).

Czy nie jestem ranny?

Karol.

Gdzie?

Burmistrz.

Tu.

Karol.

Nie.

Burmistrz (oglądając się.)

Chwała Bogu... niema ciężkiej panny?

Karol.

Ja cię się pytam...

Burmistrz.

A ten, co na celu trzyma?

Karol.

Wytłómacz się, prócz nas dwóch, nikogo tu niema.

Burmistrz.

Musiał uciec: ach Panie, co się tutaj działo!
Ledwie odszedłeś, dziesięć, gdzie tam, dziesięć mało,
Dwadzieścia wpadło na mnie zbrojnego żołnierza.
Raz, dwa, trzy, każdy strzelbę do brzucha mi zmierza,
Rzecz nie mała... struchlałem, aż tu dwóch przyskoczy
I zatykają naraz i gębę i oczy.
Stój, drżyj, milcz! wszyscy wrzaśli, bo jak palcem kiwniesz,
Sto kul zaraz cię trafi, tak, że ani ziewniesz!
Pannę także chwytali tęgo i zażarcie.

Karol.

Przebóg!

Burmistrz.

Jeden zaś przy mnie został się na warcie,
Nawet pono wystrzelił.