Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
SCENA VI.
Michał, Pocztylion, Kmotr (śpiący).
Pocztylion.

Niech piorun trzaśnie w takie niegodziwe domy!
Błoto w stajni po uszy, ni siana ni słomy!
Ni koni gdzie przywiązać; żłoby na cielęta...
Daje mi się we znaki ta podróż przeklęta.
I chomąta porwałem na drobne kawałki...
Bierz je djabeł... Hej! słyszysz, karczmarz! daj gorzałki!

(Kmotr wstaje i nalewa, pocztylion postrzega Michała)

A, pan Michał! (siada naprzeciw Michała).
Stół tutaj... prędko... w ręce twoje! (pije)

(Kmotr stawia między siedzącymi po lewej stronie sceny stół, który stał przy drzwiach prawego alkierza)

Ale cóż, czyż cię słowa nie wzruszają moje?
Milczysz, kiwasz się, dumasz, jak żyd nad pacierzem.
He?

Michał.

Sszczęśliwy człowieku! nie jesteś rycerzem.
Nie poświęciłeś sławie, jak ja, swoje życie.
I cóż mi z tego? powiedz? na cóż jej nabycie?
Cóż jest sława? (pocztylion pije)
A dobra wódka?

Pocztylion.

Doskonała!

Michał.

Ach! ach! (pije)
Wszystko marności! człowiek, życie, chwała!
Choć znam filozofią, ty nie... jednak przecie
Poznasz, że sama nędza panuje na świecie. (ciszej)
Dolej trochę.