Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Jakie się zwykle piszą do kobiéty,
Która nam uczuć całkiem już nie kryje
I z którą się... nareszcie jak najlepiej żyje.
Pytam, proszę, zgaduję, błagam czy się dziwię,
Elwira milczy.

Alfred.

Milczy?

Wacław.

Milczy uporczywie,
I tylkom to mógł wyrwać z pomiędzy szlochania,
Że ją w tém obce dobro do milczenia skłania.
Co tu więc z tego wnosić, co czynić wypada
Powiedz, i niech mnie twoja objaśni w tém rada.

Alfred.

Ja sądzę, że Elwira całkiem jest niewinna,
Chyba w tém, że ci kryje, co zrobiła inna!
Ależ trudno wymagać po czułej osobie,
By zwierzenia przyjaźni powierzała tobie.

Wacław.

Ale czyjeż być mogą? jej związki mi znane,
A potém przyjaciółki gdzie są tak wylane,
Aby sobie podobne powierzały rzeczy?

Alfred.

Prawda, dobra uwaga, lecz któż mi zaprzeczy,
Gdy te listy pisane przynajmniej od roku,
Że ten związek twojemu nie uszedłby oku?

Wacław.

Znasz mnie, na co mam mówić, jabym też nie zoczył!
Dla tegomto z Elwirą rozmowę odroczył;
Nie chciałem, aby zgadła co się ze mną działo
I myślała, że sobie i jej ufam mało.
Nareszcie, na uwagę wszystko biorąc ściśle,