Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Wacław.

Oddal się. (dzwoni i mówi do kamerdynera).
Wejść tu teraz niewolno nikomu,
Wszystkim powiadać, że mnie niema w domu.

(Justysia odchodzi).





SCENA VII.
Wacław, Alfred.
(Alfred wszedłszy i postrzegłszy swoje listy, okazuje wewnętrzne pomieszanie, zaciera ręce i nuci czasami, poglądając raz na listy, raz na Wacława. Wacław zamyka drzwi któremi Elwira wyszła).
Alfred.
(z przymuszonym śmiechem).

Cóż? zamykasz?

Wacław.

Zamykam.

(długie milczenie. Alfred zawsze niespokojny a Wacław drugie boczne drzwi zamyka)

Nikt nam nie przeszkodzi.
Alfredzie, przykre dla mnie zdarzenie zachodzi,
Przykre i wyznać, ale znając serce twoje,
Znając i szczérą przyjaźń, chybić się nie boję,
Gdy miłość własną przytłumiając w sobie,
Zgryzot domowych wyznanie ci zrobię.
Właśnie nim wszedłeś, minut kilka, moja żona,
Nie wiem, przeciw tam czemu gniewem uniesiona,
Upuściła przypadkiem tych listów tysiące;
Jej krzyk, jej pomieszanie, wszystkie członki drżące,
Jakąś w tém tajemnicę wskazywać się zdały,
Podnoszę, czytam i staję zdumiały.
Czy uwierzysz? patrz, same miłośne wyznania,
Jakieś skryte umowy, jakieś rady, zdania,
Przysiąg krociami... słowem, znajduję bilety,