Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Justysia.

Prawda, miły, przystojny i przysiąg nie skąpi;
Ależ mu i Pan Hrabia w niczém nie ustąpi.
Także przyjemny, przystojny i młody,
Pragnie spokojnej, domowej swobody,
I choć teraz oziębły, ja powiadam przecie,
Że niezadługo kochać się będziecie;
Niechaj się tylko Pan Alfred oddali.

Elwira.

Dobrze mówisz, Justysiu, będziem się kochali.
Ale jestżeś ty pewna, że on nie żartował?
Może on tylko ufności probował.

Justysia.

Czy tak? no, to wiem, co wszystko ma znaczyć:
Niechże i zaraz przyjętym zostanie;
Możesz się Pani przed nim wytłómaczyć,
Nawet przeprosić po wziętej naganie.

Elwira.

Kto? ja? tego zdrajcę miałabym zobaczyć?
Jeszcze przed nim się tłómaczyć?
Ja go nie cierpię! ja go nienawidzę!
Samém wspomnieniem się brzydzę!
Daj, daj te listy.

Justysia.

Na cóż Pani bierze?

Elwira.

Pójdę do siostry.

Justysia.

Więc można zostawić.

Elwira.

Nie; unikając domysłów w tej mierze,
Ztamtąd chcę wszystko do niego wyprawić.
Ty zostań, powiedz, jak Wacław przyjedzie,