Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Pan Piotr.

I Waćpan...


Pan Jan.

Ostrej prawdy słuchałeś cierpliwie.


Pan Piotr.

I Waćpan...


Pan Jan.

Jeszcze dotąd śmieję się i dziwię;
Wszak językaś zapomniał.


Pan Piotr.

Ja się także śmieję,
Kiedy wspomnę, jak Waćpan...


Pan Jan.

Tak się zawsze dzieje,
Kiedy kto zna swe wady a wspierać je żąda,
Wtedy komubądź w oczy nieśmiało spogląda.


Pan Piotr.

Ależ mój Panie Janie...


Pan Jan.

I co mnie w tém bawi,
Że ten, co tak zuchwale zwierciadło ci stawi,
Jest ów dzisiaj wybrany, ów przyjaciel drogi;
Dla niegoś spiski knował, szukał krętej drogi,
Jemuś dawał Zofią, mnieś chciał wywieść w pole.


Pan Piotr.

I może na ten związek jeszcze dziś zezwolę.


Pan Jan.

O, raczej na śmierć swoję.


Pan Piotr.

Co zechcę, uczynię!


Pan Jan.

Wszystko, wszystko, nie wątpię, prócz tego jedynie,
By za takie urazy...