Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/042

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lubomir.

Gdy rozsądną uwagą nie jesteś ujęty,
Niechże cię wzruszy ojca obowiązek święty:
Chceszże dla czczej próżności przez inne zamęście
Zniszczyć na całe życie własnej córki szczęście?


Geldhab.

Ja mam zniszczyć jej szczęście? (śmiejąc się głośno)
Ha, to myśl nie lada!
Kiedy ona z radości ledwie się posiada;
I jak się nie ma cieszyć, gdy już ogłoszono,
Ze będzie za dni parę Jaśnie Oświeconą.


Lubomir.

Jakto Floraby miała?... ach, to już zawiele,
Tak mnie szarpać, i wspierać fałsz fałszem tak śmiele;
Flora pewnie mnie kocha i wątpić nie mogę.


Geldhab.

Zapytać się jej samej najkrótszą masz drogę.


Lubomir.

Tak, niech sama odbierze daną mi nadzieję.

(na stronie).

Mamże wierzyć? o nieba!... cóż się ze mną dzieje!


Geldhab.

O! odbierze; tém jedném najpewniej usłuży,
Ja zaś szczerze pomyślnej życzę ci podróży.

(odchodzi).




SCENA  III.

Lubomir.

(sam).


Ta Flora luba, wdzięczna, skromna przy rozumie,
Miałażby się tak zmienić, dać się uwieść dumie?