Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

tem wrodzone zdolności do matematyki ogromnie ułatwiały naukę.
Po roku, znał już język angielski i niemiecki, oprócz tych, które znał już dawniej, to jest włoski i nowo-grecki.
Zdobywanie innych dziedzin wiedzy z niemniejszą przychodziło mu łatwością.
Na nauce dni mu mijały szybko i po roku zupełnie innym już był człowiekiem.
Zauważył wszelako, że opat z każdym dniem stawał się smutniejszy. Jakaś jedna myśl zdawała się go nurtować. Wpadał w głębokie zamyślenia, powstawał nagle, krzyżował ręce, to znów trawił długie godziny na milczącej przechadzce. Widać było, że coś waży w sobie, coś przetrawia.
Aż nakoniec jednego dnia odezwał się nagle:
— Ach!... gdyby tu tylko strażnika nie było!
— Jeżeli tylko chcesz, strażnika nie będzie — rzekł Dantes, który szedł ciągle w ślad za myślą starca.
— Powiedziałem ci już, że wzdrygam się na myśl morderstwa.
— Lecz przypuśćmy, że wartownika nie będzie, że będzie głuchy i ślepy...
— Nie, nie... odpowiedział opat i na tem urwała się rozmowa.
Po trzech miesiącach milczenia, opat wznowił rozmowę.
— Czy dość silny jesteś? — zapytał razu pewnego.
Dantes nie odpowiedział, ale wziął do ręki pręt żelazny, zgiął go i wyprostował ponownie.
— I w ostateczności zabiłbyś wartownika?
— Bez namysłu.
— A więc... możeby zabrać się do wykonania zamiaru.
I pokazał Dantesowi rysunek swego pokoju, celi Dantesa i łączącego ubikacje te korytarza. Otóż należało przebić tunel do tego korytarza i to do miejsca, na którem wartownik stał zazwyczaj. Tam właśnie należało obluzować taflę, tak, by zapadła się w danej chwili w głąb, pod ciężarem wartownika. W tej chwili Dantes miał się rzucić na niego, związać, i zat-