Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

duchową walkę, że się zdecydował na coś i że tego, na co się zdecydował — dokona.
Opat długo patrzył na niego.
— Nie jestem kontent z siebie, żem ci w poszukiwaniach twoich dopomógł i żem ci tyle powiedział.
— Dlaczego?
— Bom wlał w serce twoje uczucie, które tam nigdy jeszcze nie gościło — zemstę.
Dantes uśmiechnął się złowrogo.
— Mówmy o czem innem — odpowiedział.
Opat przez chwilę patrzył jeszcze na niego, a potem smutnie pokiwał głową. I zaczął o czem innem rozmowę. A miał o czem mówić. To też Dantes z zapartym oddechem słuchał każdego jego słowa. Jedne odpowiadały jego wyobrażeniom, mówiły o marynarce naprzykład; inne znów dotykały tematów absolutnie mu nieznanych.
Dantes pojmować zaczął szczęście, jakie dawać musi głęboka wiedza.
— Powinienbyś mię nauczyć trochę tego, co sam umiesz — rzekł — choćby dlatego tylko, byś się nie nudził. Bo tak jak jest teraz, to zdaje się, że wolałbyś samotność dawniejszą, aniżeli obcowanie z człowiekiem, który stoi na na tak niskim poziomie umysłowym, jak ja.
Opat uśmiechnął się znowu.
— Niestety, moje dziecię! — przemówił — wiadomości ludzkie są bardzo ograniczone i gdybym cię nauczył matematyki, fizyki, historji i trzech lub czterech języków żyjących, któremi sam władam, jużbyś umiał prawie tyle co ja. Wszystkiego tego mógłbym cię nauczyć w przeciągu lat dwóch, trzech najwyżej.
— A więc rozpocznij naukę, błagam cię o to. Jak zgłodniały pokarmu, tak ja wiadomości pragnę.
I jeszcze tego wieczoru opat wyłożył mu plan nauk i rozpoczął nauczanie.
Dantes miał nadzwyczajną pamięć i łatwo pojmował, a przy-