Strona:PL Aleksander Dumas-Dama kameliowa.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Przysięgam ci, ojcze, Małgorzata nie wiedziała nic o tym przekazie.
— Więc dlaczegożeś to zrobił?
— Dlatego, że Małgorzata, ta kobieta, którą ty bezcześcisz i którą chcesz, żebym opuścił, zrobiła ofiarę ze wszystkiego tego, co posiada, by tylko żyć ze mną.
— I ty przyjmujesz tę ofiarę? Jakimż więc ty jesteś człowiekiem, mój panie, że pozwalasz, aby jakaś panna Małgorzata coś dla ciebie poświęciła? No, dość już tego! Opuścisz tę kobietę. Przed chwilą prosiłem cię o to, teraz ci rozkazuję, nie chcę, by w mojej rodzinie miały miejsce podobne brudy. Spakuj twoje rzeczy i bądź gotów jechać ze mną.
— Wybacz ojcze — rzekłem — ale ja nie pojadę.
— Bo?...
— Bo mam już lata, w których nie słucha się rozkazów.
Ojciec zbladł na tę odpowiedź.
— To dobrze, mój panie — rzekł — wiem już co mam robić.
Zadzwonił.
Wszedł Józef.
— Każ przenieść moje rzeczy do hotelu Paryzkiego — rzekł do służącego i w tejże chwili przeszedł do swego pokoju, gdzie kończył się ubierać.
Gdy się znowu pojawił, zbliżyłem się do niego.
— Przyrzekniesz, mi ojcze — rzekłem do niego — że nic nie przedsięweźmiesz takiego, coby mogło sprawić przykrość Małgorzacie?