Strona:PL Aleksander Dumas-Dama kameliowa.djvu/005

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiedząc do kogo przychodzą. Czytały afisz, chciały obejrzeć to, o czem on mówił i wybrać sobie coś naprzód, co im wcale nie przeszkadzało poszukiwać, pośród tych cudów, rysów tego życia zalotnicy, o której im bezwątpienia opowiadano tyle dziwnych rzeczy.
Na nieszczęście tajemnica umarła wraz z boginią, i pomimo całej dobrej chęci, damy te znalazły tylko to, co było do sprzedania po zgonie, a nie z tego co się sprzedawało za życia lokatorki.
Wreszcie, było w czem wybierać zaprawdę! Ruchomości były przepyszne. Meble z różanego drzewa, wazy z serwskiej i chińskiej porcelany, statuetki z saskiej; jedwabie, zasłony, adamaszki — niczego tu nie brakowało!
Przechadzałem się po mieszkaniu, śledząc ciekawie damy idące przedemną. Weszły one do pokoju obitego perską makatą i już i ja miałam tam wejść, gdy one natychmiast ztamtąd wyszły z uśmiechem, jak gdyby się wstydziły swej ciekawości. Pragnąłem jak najprędzej dostać się do tego pokoju. Był to buduar przepełniony wszystkiemi temi szczegółami, które towarzyszą zawsze śmierci.
Na wielkim stole przystawionym do ściany, długim na sześć, a szerokim na trzy stopy, świeciły wszystkie skarby od Ancoca i Odiota. Była to wspaniała kolekcya a żaden z tysiącznych tych przedmiotów tak potrzebnych do toalety kobiety takiej jak ta, u której byliśmy, nie był z innego metalu, jak tylko ze złota lub srebra. Zbiór ten mógł tylko powoli urastać, a nie jedna miłość do tego się przyczyniła...