Strona:PL Ajschylos - Prometeusz skowany.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W słowach się twoich nędzna kryje złość.
Lecz nie uwiedzie mnie twój lichy kłam.
Cierpieć z nim razem będę aż po wiek,
A zaś dla zdrajców tylko wzgardę mam.
Obyś się zbrodni tej na zawsze strzegł,
Bo z wszystkich chorób, które zsyła los
Na tego świata nieszczęsne rozdroże,
Cóż ponad zdrady niespodzianej cios
Ohydniejszego być może?
HERMES: O, bądźcie pomne, o to błagam was,
Tych słów życzliwych, co padły z mych warg.
Byście, gdy Doli pojawi się czas,
Nie uciekały się do pustych skarg,
Byście nie rzekły, że was niebios król
Znienacka strącił w ten nieszczęścia dół!
Nie! Z waszej winy spadnie na was ból.
Że nierozsądek tak wam ducha skuł,
Dola w swą wielką uwikła was sieć —
Wszak wyjawiłem wam zamiary boże,
Byście się mogły na baczności mieć...
Rozum li zbawcą być może!

(znika — błyskawice — gromy — trzęsienie ziemi)

PROMETEUSZ: Oto się słowo zamienia już w czyn,
Ziemia się trzęsie wkrąg!
Obłoków czarny zwał
Rozdziera łysk i grom!
Orkanny szaleje młyn,
Burze prą śladem burz,
Złom się rozbija o złom,
Kłębami zrywa się kurz
Z lecących w przepaście skał
Wyją wichury,
W zamęcie mąk