Strona:PL Ajschylos - Prometeusz skowany.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tęsknoty głos
Wyrwie mnie z kaźni,
Roztęsknionego przyjaciela
Wezwie do swego wesela,
Do swojej powoła przyjaźni.
PRZODOWNICA CHÓRU:
Opowiedzże nam wszystko, wytłumacz nam ninie,
Na jakiej to cię Zeus pochwycił przewinie,
Że pijesz dzisiaj gorycz tak sromotnej doli?
Mów, jeśli tylko boleść mówić ci pozwoli!
PROMETEUSZ:
Boleśnie jest mi mówić i milczeć boleśnie —
Zaiste, w tem i tamtem znów cierpienie wskrześnie.
Gdy pierwej w sercach bogów gniew się straszny zrodził
I powstał spór wzajemny, ktoby im przewodził,
Czy Kronos ma być zepchnion z tronu, aby dalej
Panował Zeus — gdy inni wręcz się opierali,
Ażeby nad bogami on mógł dzierżyć władzę,
Zdarzyło się, niestety, że daremnie radzę,
Daremnie chcę przekonać słowy życzliwemi
Tytanów, Uranosa płód i matki Ziemi.
Zbyt pyszni odrzucili roztropne fortele,
Sądzący, że, przemocą działając a śmiele,
Zwyciężą. Ale macierz ma, Temis i Gaja,[1]
Co mnogie w swej postaci imiona zestraja,
Umiała mi obwieścić, jaki los się stanie
Na przyszłość, że nie przemoc odda panowanie
Zwycięzcom, tylko podstęp. Tom-ci im w swem słowie
Wyłuszczył, ale słuchać nie chcieli bogowie,
Ni spojrzeć nie raczyli. Przeto mnie i matce
Wydało się najlepszem opuścić te władcę
I skrzętnie poprzeć sprawę skrzętnego Zeusza —
I oto dzisiaj czarna Tartarowa głusza

  1. Temis i Gaja — dwie nazwy jednej bogini. Zwykle tradycja je rozróżnia i uważa Temidę za córkę Gai.