Strona:PL Adam Asnyk-Poezje t.3.djvu/254

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    TENNYSON.




    Tithonus.


    Adam Asnyk grafika 15.jpg


    Lasy butwieją, lasy padają i giną,
    Obłoki wypłakują łez swoich brzemiona,
    Człowiek orze swe pole i pod niem się kładzie,
    Po kilku wiosnach łabędź kończy swoje trwanie:
    Mnie jednego okrutna nieśmiertelność trawi;
    Ja więdnę wciąż powoli w twych boskich objęciach,
    Tu na cichej granicy dalekiego świata;
    I mój cień siwowłosy wędruje jak mara
    Przez te przestrzenie wschodu senne i milczące,
    Przez mgieł zwoje i lśniące przedsienia poranku.

    Niestety! ten cień siwy był niegdyś człowiekiem
    Tak dumnym z swej piękności i z twego wyboru —
    Co go zrobił wybranym — że w swem wielkiem sercu
    Nie chcąc być niższym, sam się uznawał za boga!