Strona:PL Adam Asnyk-Poezje t.2.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

I zionąc duszę w namiętnym krzyku,
Słabnący rzekł Apostata:
— „Dziś zwyciężyłeś, Galilejczyku!
„Lecz jutro!.. gdzie jutro świata?

„Cóż, że my padniem przy tych bożyszczach,
„Tchnących wdziękami młodości?
„Cóż, że na naszej potęgi zgliszczach
„Ponury krzyż się rozgości?

„Że ten świat grecki w mgły się rozwieje
„Z harmonią tęczowych mytów,
„Że w miejsce niego niebo zadnieje
„Męczeńskich pełne zachwytów?

„Czy krzyż otworzy swoje ramiona
„Tułaczej narodów rzeszy?
„Czy w cieniu jego spocznie strudzona
„Ludzkość, co nie wie gdzie śpieszy?

„Czy tak, jak teraz kona świat stary
„Pod znakiem boskiego zbawcy,
„Nie będą padać ludów ofiary,
„Wleczone pod miecz oprawcy?

„Czy w imię tego czarnego krzyża
„Świat się nie spławi krwi strugą,
„I wiara, co dziś niebo przybliża,
„Ciemności nie będzie sługą?