Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tego Mądrowskiego... Ha! ha! Po co jemu do panów się pchać!?
Władysław milczał ogłuszony, oszołomiony nieokiełznanym potokiem wymowy barona, a stary widząc, że gospodarz nie odpowiada mu, nie przerywał swej oracji.
— Panie Władysławie kochany — trzepał baron dalej — moje panienki wysłały mnie tu z prośbą do pana, ażeby pan z hrabią Karolem koniecznie dziś przyszli do nas na herbatę... i przyprowadźcie z sobą tego pana Sępińskiego.. to podobno bardzo przyjemny chłopiec.. Hrabiego, jego ojca, znam, ale nie bywamy u siebie..
Byłby tak trzepał bez końca, gdyby nie to, Władysław odpowiedział mu, iż przyjść dziś nie może, bo zaraz po obiedzie musi jechać. Później przypomniał sobie, że trzymał od kwadransa starego barona stojąc na środku pokoju, poprosił go więc, by usiadł, potraktował papierosem, usiadł naprzeciwko gościa i.. słuchał I byłby go słuchał do wieczora, do późnej nocy może, gdyby nie wpadł do pokoju Żorż z doniesieniem, że pan z Zienpola poszedł do restauracji na obiad i prosi żeby i pan Władysław zaraz przychodził.
Wstał więc baron, wzdychając wyjawił Władysławowi swój żal, że nie będzie miał przyjemności widzieć go dziś u siebie i pożegnał go mówiąc, że musi iść do córek, które u siebie w numerze u „Narolskiego“ razem z ojcem obiadować będą. Pożegnali się więc bordzo czule i Władysław odprowadziwszy barona do bramy poszedł do restauracji.
W sali bilardowej zastał całe wczorajsze towarzystwo, zgromadzone koło bufetu i Zienwicz był z nimi, bawili się wszyscy wesoło nie wyj-