Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


na prosty wtorek dawać trufle.. Nie! tego nigdy nie bywało i to jest źle, bardzo nie dobrze.
— A mimo to, mój Stanisławie, zrobisz nam dziś na dwunastą indyka z truflami i lody.
— In... dy.. ka! — zawołał stary przestraszonym głosem, wymawiając każdą sylabę z osobna — indyka.. a zkąd ja go wezmę?
— Przecież chodzą po dziedzińcu. Popatrz! — tu wskazał staremu przez okno kilkanaście indyków..
— Et! Co mi wielmożny pan głowę zakręca... taki indyk, a podeszwa z ostrym sosem, to jednaki specjał... Przecież indyk musi skruszeć. Jakbym go dziś zarznął i zaraz upiekł, to by pan hrabia wnet się spytał: Mój kochany Stanisławie, a gdzieście zastrzelili tę wronę?.. Nie! ja tego nie zrobię.
— A cóż dasz na kolację?.
— Co? co dam! Znajdę ja i bez indyka co dać, przecież dwór, to nie ekonomska chałupa, żeby nie było co dać zjeść dla dwóch paniczów... Mamy przecież trzy kuropatwy, które sam wielmożny pan w sobotę zastrzelił, dam je na pieczyste, ze słoninką ładnie upiekę, będzie dobrze..
— No, a przed tem dasz odgotowane trufle na gorąco do masła...
— Wielmożny panie, czy to już koniecznie te trufle, gdzież tak na powszedni dzień?
— Koniecznie! koniecznie! I tak by się popsuły, bo ja jutro wyjadę na cały tydzień.
— Niech się już dzieje wola paniczowa, niech będą trufle.
— Poczekaj! — zawołał Władysław — więc mamy.. na pierwsze danie trufle, na drugie ku-