Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


duszy nie mam.. Doktor! pożycz mi ze sto pięćdziesiąt rublonów... Oddam ci za miesiąc — tu przystąpił młody człowiek bliżej do gościa i klepiąc go poufale po ramieniu mówił żartobliwym tonem: — No! Nie bądź.. wiesz tem, co marchew ryje.. Pożycz! Słowo ci daję, że najdalej za miesiąc oddam...
— Wiesz dobrze, że nie mogę tego zrobić! Świetnie bym wyszedł, gdybym wam wszystkim zaczął pożyczać, — przerwał mu doktor, który nagle spoważniał bardzo. — Jeżelibym dał tobie, to musiałbym dawać i hrabiemu Karolowi i Jasiowi.. i Ignasiowi Ursyńskiemu i całej waszej szajce.. Nie głupim! Jeżeli potrzebujesz pieniędzy to sprzedaj mi karą klacz, wiesz tę, co mi się tak była ostatnim razem podobała.
— No, pal cię sześć ! — zawołał, machnąwszy ręką gospodarz. — Ładna kobyła, ale do moich za mała, darmo obrok je.. Co mi dasz za nią? Ja dałem Ignasiowi dwieście pięćdziesiąt blatów.
— Hidropatja! hidropatja koniecznie ci potrzebna.. Dwieście pięćdziesiąt!.... może trzysta?... Ot wiesz, jeżeli weźmiesz sto pięćdziesiąt, to zgoda. Zapłacę zaraz i kobyłę przypnę do wózka.
— Eskulapie, jesteś korsarz, ale nie ma co robić, pieniędzy gwałtem potrzebuję; słowo się rzekło, kobyłka u płotu! Rachuj mamonę!...
— Słuchaj Władek! — zapytał doktor zaniepokojonym głosem — czy nie oślepła ona czasem? Możeby zobaczyć?
— A co? sam się dziwisz, żeś potrafił tak mnie okpić. Nie, kobyle nic nie brakuje, jeżeli nie wierzysz, to zobacz.