Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Możewskiej. Zrozumiała, że w tym rumieniącym się co chwila chłopaku mieści się materyał na człowieka światowego, na dżentelmana.... Jak zmora przykra stanęły w jej pamięci wstrętne obrazy; przypominała sobie pana Hilarego, jak wpadał w gniew i obrzucał partnerów impertynencyami przy lada małej przegranej. Mimowolnie porównywała byłego męża z tym chłopakiem i widziała jasno, że „ten mały”, jak wyrośnie, będzie należał do zupełnie innej kategoryi ludzi niż pan Możewski. Żałowała teraz w duszy, że nie trafiła na podobnego.
Po dwugodzinnej prawie przechadzce, nasłuchawszy się do woli pięknej muzyki i zlustrowawszy wszystkie możliwe i niemożliwe tualety, pani Helena uczuła się tak znużoną, że ze strachem pomyślała o czekającem ją jeszcze przejściu kilkaset kroków do powstawionego na szosie fiakra. Opierając się silniej na ramieniu rozbawionego i