Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


siebie rękę Heleny, spoczywającą mu na ramieniu.
Ruch ten obudził młodą kobietę z tej dziwnej zadumy, której się była poddała bez oporu; spojrzała nań niby ze snu miłego obudzona i cicho pieszczotliwie szepnęła:
— Chodźmy do ludzi.... tam ma być jakaś loterya, sprobójemy dziś szczęścia.
Idąc ku pawilonowi, obok którego grała muzyka wojskowa i odbywało się ciągnienie loteryi fantowej na cele dobroczynne, Adaś dojrzał Włodzia, myszkującego pomiędzy gęstemi łozami, za jakąś czarnowłosą żydóweczką. Spojrzenia ich spotkały się ze sobą i Adaś niespodziewanie wyczytał w oczach Dobieckiego wyraz zazdrości, nienawiści wprost zajadłej. To jedno mgnienie oka wystarczyło mu do zrozumienia, że Włodzimierz nigdy nie był jego szczerym przyjacielem.