Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sza przerwała milczenie, mówiąc miękkim, pieszczotliwym głosem:
— Przecież nie ma nic piękniejszego po nad ten świat, a nawet po nad to nasze życie, którem tak często pogardzamy.
Chłopak milczał ciągle, wrażenia, które dziś odbierał, nie usposabiały go do mówienia. W tej chwili myślał właśnie o tem, że nie dawniej niż trzy godziny temu biegł ku tej samej rzece, chcąc w jej nurtach znaleźć śmierć i zapomnienie owego błędu. Teraz cała jego wina i rozpaczliwe myśli nią spowodowane wydawały mu się głupstwem, głupstwem olbrzymiem, niezmierzonem. Patrzył to na widnokrąg daleki, to na twarz swej pięknej towarzyszki, która przymróżywszy nieco oczy i rozwarłszy różowe, ślicznie zarysowane nozdrza piła namiętnie wiosenne powietrze i nasycić się niem nie mogła.
Ach! Jak byłem głupi — szepnął Adaś w duszy i mimowolnie silniej przycisnął do